Uzależnienie od hazardu to temat tabu. Niby wszyscy wiedzą, że coś takiego jest, ale tak naprawdę mało kto wie, co to jest. Ja przekonałem się o tym na własnej skórze. Jestem uzależniony od zakładów bukmacherskich. Od ponad roku nie gram, w styczniu wyszedłem z zamkniętego ośrodka leczenia uzależnień, od kwietnia prowadzę bloga. Założyłem go z nadzieją, że komuś pomogę. W tym celu chciałbym dotrzeć z tematem do jak największej liczby osób, ale nie jest to łatwe. Blog ma konto na Twitterze, od ponad dwóch tygodni jest na Facebooku, gdzie „lubi go” 107 osób. Trudno jest zwiększać zasięg, gdy nie mogę zareklamować strony nawet na własnym profilu. W zasadzie mogę, lecz nie jestem jeszcze na to gotowy. Nie jestem gotowy, by wszystkim moim znajomym ogłosić, że jestem hazardzistą. Robię to stopniowo, pisząc do wybranych prywatne wiadomości. Robię to w ten sposób, że w prywatnej wiadomości rzucam link do facebook-owego profilu strony i proszę o jego polubienie dodając, że to mój blog. Ludzie różnie reagują. Czasem nie reagują wcale. Reakcją jednej z koleżanek był wpis na jej blogu, który w całości jest poświęcony mi. Przeczytałem go wczoraj, do teraz go analizuję. Wywarł na mnie ogromne wrażenie. Dlaczego? Nie wiem, wciąż szukam odpowiedzi. Na pewno bardzo się wzruszyłem. Poniższy tekst pochodzi ze strony przyjaciolkiwpodrozy.pl.

„Ciche pikanie o pomoc

Dostajesz wiadomość na Facebooku „założyłem bloga, prośba o like”. Lekceważysz go, zapominasz. Następnego dnia ponownie w okienku Messengera odzywa się on „przepraszam, niepotrzebnie zawracałem Ci głowę”. Zatrzymujesz się na ułamek sekundy, klikasz. Zaczynasz czytać i dowiadujesz się, że Twój kolega ze studiów, który zawsze błyszczał w towarzystwie, przez kilkanaście lat borykał się z problemem uzależnień, był hazardzistą.

Brzmi znajomo? Ile wiadomości, rozmów, niepokojących sygnałów zlekceważyłeś w ostatnich latach czy nawet tygodniu? Followujemy konta na Instagramie oglądając piękny, często przerysowany świat, postujemy na Facebooku o swoich sukcesach i powodach do dumy (w mniejszym stopniu o porażkach). Lekceważymy setki wiadomości, bo właśnie idziemy na trening, do kina, czy umówiliśmy się na imprezę. A gdzieś tam, ktoś, kto na co dzień wydaje nam się przeszczęśliwym człowiekiem walczy ze swoim wewnętrznym demonem, którego nieopatrznie obudził.

Opowiem Wam po krótce sytuację Piotrka (imię zmienione), mieszkańcu Białołęki, który odnosił same sukcesy w opinii rówieśników. Inteligentny, wygadany, zawsze dobrze ubrany. Przez większość postrzegany jako osoba, która najszybciej z nas wszystkich weszła na właściwą drogę zawodową. Już na pierwszym roku studiów opowiadał nam o przeprowadzonych wywiadach, imprezach, na których bywał, ludziach, jakich spotykał. Na co dzień bardzo pewny siebie, radosny, wszędzie go było pełno, umiał czarować wykładowców, po prostu błyszczał. Zastanawialiśmy się, jak mu się to udało? Myślę, że na początku nikt nie brał pod uwagę, że każda z tych historii ma swoje drugie dno, dno, które nigdy nie chciało ujrzeć światła dziennego.

Z biegiem czasu jego obraz w naszych umysłach się zmieniał. Umieliśmy już przyłapać go na kłamstwie, przestał chodzić na zajęcia, wielokrotnie w swoim zachowaniu pokazywał, że jest ponad nas. Pozer – myśleliśmy. Później rozeszły się plotki, że wisi kilku osobom kasę. Łatwo dopisaliśmy do tego historię, że to dlatego unika szkoły, że imprezuje za pożyczone pieniądze, jeździ na narty, a kumpli zostawił z długami. Studiów nie ukończył, cwaniakował – w naszym odczuciu. Tylko Piotrek wiedział, ile wewnętrznie kosztowało go utrzymanie poprzeczki, jaką sam sobie podwyższał przez swoje liczne opowieści i wyobrażenia.

Trzy lata później

Po trzech latach spotkaliśmy się na ulicy, zamieniliśmy kilka słów. Piotrek jak zawsze radosny, uśmiechnięty, zakochany niezmiennie od kilku lat w tej samej dziewczynie. Kilka tygodni później wysłał wiadomość o blogu. I wszystko się wyjaśniło a może jeszcze bardziej skomplikowało. To cwaniakowanie, zadłużanie się, odprawiana pozerka była niczym innym jak sposobem na wyrażanie siebie i zabiciem wewnętrznego głosu, że coś jest nie tak. Że tak trzeba, że to życie mu pasuje. Każdy zachwyt, nawet powiedziany na odczepnego, mobilizował go i pokazywał, że dobrze robi. Ludzie lubią go takiego. Doceniają, szanują. W ten sposób zawsze znajdował powód, aby zagrać jeszcze raz. Kupić kolejny bon, kupon, obstawić wynik. Pamiętam sytuację, kiedy pod wpływem alkoholu do mnie zadzwonił. Rozmawialiśmy niby o niczym a jednak o życiu. Opowiadał mi o swoim mieszkaniu, pracy, że jest mu ciężko. Następnego dnia na zajęciach kilkakrotnie przepraszał i pytał, czy nie powiedział czegoś za dużo. Teraz wiem, czego tak bardzo się bał. Niedawno założył bloga, aby przestrzec innych przed hazardem, kłamstwami, problemami i ucieczką od długów. „Zimą nie było to trudne. Tarłem gałkami śniegu po twarzy, by zrobić opuchliznę. Śniegowym błotem wybrudziłem sobie ciuchy. Wróciłem do domu i powiedziałem kobiecie, którą kochałem, że napadli mnie, gdy szedłem z kasą (…), cały wieczór mi usługiwała a rodzice przelali brakującą kwotę. Tak znowu ja s****** spadłem na cztery łapy”.

Powyższy cytat to zaledwie 2% problemów, które Piotrek opisuje w swoim internetowym dzienniku – Postaw na siebie. Cała powyższa sytuacja pokazuje, że zaganiani i zabiegani zapominamy o tym drugim człowieku, który cicho, pod własną skorupą, woła o pomoc. Kilka sygnałów, które mogliśmy zinterpretować całkiem inaczej, zatrzymać się, posłuchać, poświęcić mu chwilę teraz zastanawiają. Może mogliśmy zawrócić go z drogi, która go niszczyła? Wyciągnąć pomocną dłoń? Teraz to są tylko pytania, ale rozejrzymy się wokół. Historia Piotrka na pewno nie jest odrębnym przypadkiem. Czy to hazard, alkohol, kompleksy czy inne uzależnienia wprowadzają ludzi w labirynt kłamstw i złych decyzji. Nie oceniajmy z góry, nauczmy się słuchać i usłyszmy nawet ciche pikanie o pomoc”.

A co jeśli pewnego dnia, w Twoim Massengerze, pojawi się wiadomość ode mnie?

Podobał Ci tekst? Udostępnij go innym!

4 thoughts on “Ja, hazardzista. Oczami koleżanki

  1. Nie tylko Pan się wzruszył, po przeczytaniu tego tekstu. Zupełnie inny odbiór Pańskiej historii napisanej przez kogoś innego. Ale koleżanka ma rację, nie zdajemy sobie sprawy ilu ludzi jest być może wokół i potrzebuje zauważenia, pomocy. Nie wynika to ze złej woli tych, którzy nie widzą, nie słyszą. Dzisiejsze czasy są trudne, człowiek stara się bardzo mocno skoncentrować na swoim i czasami nie starcza mu czasu aby się rozejrzeć, zastanowić, pomyśleć, usłyszeć. Myślę, że taki obrót sprawy w Pana życiu był potrzebny po to, aby teraz mógł Pan to dostrzec. Bo wcale nie jest powiedziane, że gdyby wtedy koledzy zwrócili Panu uwagę, okazali zainteresowanie, podjął by Pan temat leczenia i napisał tego bloga. Imponuje mi zarówno Pan jak i koleżanka, tym co robicie, pisząc o sobie, swoich spostrzeżeniach, przeżyciach. Liczę na to, tak jak Wy, że ktoś zauważy te blogi, zainteresuje się nimi, podejmie temat. Uzależnienia przybierają co raz to inne formy, co raz to inne substancje zaczynają się pojawiać w używaniu, co raz dziwniejsze zachowania ludzkie powodują destrukcje w ich życiu. Życzę powodzenia.

    1. Wychodzę z założenia, że nic nie dzieje się bez przyczyny. Wiadomo, że wolałbym nie być hazardzistą, ale wobec mojego uzależnienia pobyt w ośrodku to najlepsze, co mogło mi się przydarzyć. Ten blog to moja terapia. Komentarze, jak te Pana, dodają mi wiatru w żagle do jego dalszego prowadzenia. Pozdrawiam.

  2. Trafiłem w sumie przypadkiem na tego bloga, ale jak Pan pisze o własnym przejrzeniu na oczy, na odkryciu tego co jest jednak najważniejsze jest arcydziełem. Historia nie tylko zaciekawiła mnie i skłoniła do refleksji ale także koleżankę z którą się tym dzieliłem. Chętnie przeczytałbym Pana książkę z podobnym stylem, już nawet niekoniecznie o takiej samej tematyce, jednak ta bardzo wciąga. Przez równe dwie godziny czytałem od samego początku do końca, ponieważ tak Pan potrafi zainteresować. Chociaż sam nie mam problemu z obstawianiem, teraz jednak tym bardziej nie mam zamiaru w to wchodzić. Życzę Panu powodzenia, bloga będę promował wśród znajomych, bo jest to jednak jedyny który mnie tak zainteresował i oczywiście będę śledził Pana dalsze poczynania. A teraz jednak trzeba się uczyć do wejściówki bo „COŚ” było ważniejsze. Pozdrawiam 😀

    1. Dziękuję za te wszystkie bardzo miłe słowa. Cieszę się, że blog wzbudza zainteresowanie również wśród osób, które z hazardem nie miały styczności. Postaram się tego nie zmarnować.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *