Widok rodziców, którzy płaczą, bo ich niepełnoletni syn ma 10 tysięcy długu, boli tak bardzo, że napisanie tego jednego zdania zajmuje mi kilka minut. Mimo, że od tamtej pory minęło kilkanaście lat. Mama z tatą robili wszystko, by niczego mi nie brakowało. A ja obstawiałem mecze. By mieć jeszcze więcej. Pazerny. Bezczelny. Rozpieszczony. Zepsuty. Tamtej nocy powiedziałem sobie – Nigdy więcej. Kończę z tym! I przestałem grać.

Myślałem wówczas, że na zawsze. Przerwa trwała dłużej niż zwykle, lecz z czasem chciwość i naiwność znów mną zawładnęły. Wyjechałem na studia. Zacząłem dostawać na życie już nie 100 zł/tygodniowo jak w liceum, a 1000/miesiąc. Mieszkanie miałem opłacone z osobnej puli. Rachunki także. Tysiak był więc na michę, jakieś środki czystości i inne wydatki bieżące, czyli głównie przyjemności. Szybko przekonałem się, że 1000 złotych to bardzo dużo i w sumie mam nadmiar gotówki. Skoro mam nadmiar, to może ją pomnożyć? Kurwa, miałem nie grać. Ale mam nadmiar, zatem nawet w przypadku niepowodzenia nie odczuję porażki. Gram!

Nie pamiętam jak początkowo szło mi granie na studiach. Przez chwilę chyba było nieźle, bo dziewczyna, z którą mieszkałem nie zauważała przegranych. Z drugiej strony nie pamiętam wygranych. Przede wszystkim było więc chyba ostrożnie. Niestety, bardzo krótko. Pamiętacie historię o obstawianiu za pieniądze za internat? Dostałem mocno po dupie, ale nic się nie nauczyłem. Na studiach wpadłem na pomysł, by zagrać za pieniądze, które dostałem na mieszkanie. I tak jak w przypadku pierwszego kuponu za kasę na internat oraz tak jak w przypadku pierwszej gry na kreskę – wygrałem. I znów mi odjebało.

Mając 1000 zł na życie, dostając dodatkowo pieniądze na mieszkanie i rachunki, miałem za co się bawić. Początek miesiąca – gram, bo mam nadmiar gotówki. Przegram, nikt nie zauważy, nic się nie stanie. Przegrałem – trzeba się odegrać. Wygrałem – chcę więcej. Przegrałem kilkukrotnie? Kurwa, nie ma jeszcze połowy miesiąca, a nie mam już połowy kasy. Muszę zagrać. I tak non stop. Wkurwiam się, gdy to wspominam, bo wygrane w tamtym czasie nic mi nie dawały. Odzyskiwałem tylko pieniądze, które miałem na początku. Skoro je miałem, potem traciłem i grałem tylko po, by je odzyskać, to po co w ogóle zaczynałem grać? Dopiero teraz znam prawdziwą odpowiedź: Bo kierowała mną chciwość. Po prostu. Tak, to chore myślenie. O tym, że mój hazard jest chorobą dowiedziałem się jednak dopiero w ośrodku leczenia uzależnień.

Przegrywanie kasy i odrabianie jej trwało miesiącami. Nie miałem z tego nic poza cholernym strachem, że mnie przyłapią oraz ulgi, gdy odzyskiwałem wcześniej przegrany hajs. Ten ciąg, jak i poprzednie, zatrzymała dopiero gruba wtopa. Nadszedł dzień, gdy trzeba było zapłacić za mieszkanie. Dostałem na to kasę, lecz ją przegrałem. Przegrałem również śrut na wydatki bieżące. W portfelu miałem 30 zł, na koncie 0, zamiast 1500. Tradycyjnie bałem się tego co się stanie, jeśli zostanę przyłapany. Bałem się tego tak, że zawsze chciałem to ukryć za wszelką cenę. I za każdym w tym celu razem przekraczałem nowe granice.

Właścicielka mieszkania miała przyjść po kasę wieczorem. By uniknąć podejrzeń partnerki, tuż po śniadaniu zabrałem ją na kawę (mając 30 zł). Wieczorem, jakby nigdy nic, poszedłem do bankomatu po pieniądze. Tak, nie miałem ich. Nie chciałem jednak przyznać się do tego, że je przegrałem. Bałem się tego tak bardzo, że wolałem upozorować napad na siebie…

Zimą nie było to trudne. Tarłem gałkami śniegu po twarzy, by zrobić opuchliznę. Śniegowym błotem wybrudziłem sobie ciuchy. Wróciłem do domu i powiedziałem kobiecie, którą kochałem, że napadli mnie, gdy szedłem z kasą. Płakała. Nie ze względu na utracone pieniądze, lecz z powodu mojego „cierpienia”. Cały wieczór mi usługiwała. Robiła okłady, zrobiła kolację i gorącą kąpiel. Potem masaż, a na koniec dnia gorący seks. Wcześniej zadzwoniła do moich rodziców, którzy tego samego dnia wysłali równowartość skradzionej sumy. Tak oto ja, skurwiel, znów spadłem na cztery łapy.

Wbrew pozorom miałem gigantyczne wyrzuty sumienia. Wstyd mi o tym pisać.

Przestałem grać. Znowu.

Na jakieś 2 lata…

Podobał Ci tekst? Udostępnij go innym!

12 thoughts on “Upozorowany napad. Ja – @#$%^!!

  1. chwilę zastanawiałem się nad tym co mnie razi w Tych opowieściach. to co piszesz nie ma nic wspólnego z bukmacherką. takie same ryzyko ponosisz gdy będąc niedoświadczonym nurkiem po miesiącu ćwiczeń wpływasz 50 metrów pod wodę. rzecz jasna – będziesz miał problemy. nie dlatego, że nurkowanie jest niebezpieczne. dlatego, że nie umiesz nurkować bo robisz to od niedawna. tak samo z bukmacherka, pojawiały się głosy, że ludzie 10 lat grają i sobie radzą. i tak jest. Nabawiłeś się problemów bo po miesiącu zacząłeś nurkować na 50 metrów nie mając żadnego pojęcia o meczach. to, że nic o meczach nie wiedziałeś JEST ABSOLUTNYM faktem.

    1. Ty serio? Wszystko co piszę jest związane z bukmacherką, ponieważ to konsekwencje uzależnienia od niej. Piszesz: „pojawiały się głosy, że ludzie 10 lat grają i sobie radzą”. Gratuluję im. Ja kilka miesięcy po swoim „jubileuszu” 10 lat grania, wylądowałem w zamkniętym ośrodku leczenia uzależnień. Nabawiłem się problemów, ale nie dlatego, że nie miałem żadnego pojęcia o meczach, jak twierdzisz. Moje pojęcie lub jego brak nie miały znaczenia. Co bowiem powiedzieć o piłkarzach, którzy są uzależnieni od bukmacherki? Też uznasz, że nie mają pojęcia o meczach? Pozdrawiam.

  2. to że akurat uzależniła Cię bukmacherka nie znaczy że jest groźna, wcale nie jest. masz tendencje do uzależnień i jakbyś zamiast buka zrobił wtedy biznes i ujebal to pożyczyłbyś znowu chajs i ujebal pożyczone na innym biznesie. po prostu masz tendencje. jakbyś sprzedał 3 g albo stracił 3 g to zapozyczalbys się jak głupi żeby to odrobić. jasne że nie miałeś strategii ani pomysłu ani Wiedzy o bukmacherce sam tak pisałeś więc nie rozumiem o co chodzi. odpowiedź brzmi: nie masz pojęcia o bukmacherce dlatego ujebałeś. za bukmacherke podstaw: giełda, nurkowanie, poker, dilowanie, biznesy, czekolada nutella. skoro nie masz pojęcia o temacie a jesteś w stanie zagrać 10k na swoją niewiedzę to nic dzownego. zainwestowałbyś teraz 10k z miejsca w np nieznana branżę, np ogrodnictwo? zapewne byś ujebal, spanikował i zapożyczył się żeby spłacić kosiarki i ujebaIjeszce bardziej. spoko nie jestem za tym żeby naganiac na granie. twoja perspektywa jest jednak nieszczelna wobec bukmacherki. ale jak podajesz przykład piłkarza co jest uzależniony od bukmacherki to ręce opadają. a co on ma z tym wspólnego??? i co każdy piłkarz ma się znać na wynikach???? wtf

    1. Mój przykład pokazuje, że jednak jest. Nie mam nic do bukmacherki. Często piszę tu o tym, że obstawianie to nic złego, więc się nie spinaj. Konsekwencje mogą być jednak tragiczne i przed nimi staram się przestrzec.

  3. Jak tak czytam tego bloga to zauważam że nie masz żadnego hamulca w głowie. Typu przegrałem x zł , to na ten miesiac nie gram dalej .

    1. Tak to niestety wygląda u osoby uzależnionej. Hamulce się pojawiały. Np. po opisanym powyżej upozorowanym napadzie, czy wcześniej, gdy pisałem tu o tym jak rodzice dowiedzieli się, że grałem na kreskę. Do momentu kiedy trafiłem do ośrodka leczenia uzależnień, prędzej czy później hamulce niestety puszczały i wracałem do gry.

      1. Wybacz ale mylisz się. Jestem uzalezniony od hazardu dobre 10 lat, miesieczny budżet na obstawianie wynosi 20 zł, jak przegram to chocby góry srały to nie wplace więcej, nigdy tez nie brałem kredytu na grę, ani nigdy nie miałem długów przez to , ale dobrze wiedzieć ku przestrodze co by było gdyby mi wywaliło bezpieczniki , dzieki

  4. Trudno mi uwierzyć, że obstawiając po dwie dychy miesięcznie mówi się o sobie „jestem uzależniony” i to od 10 lat. Uzależniony to taki, który ma straty – jakiekolwiek, nie tylko w pieniądzach, mogą być inne dobra materialne, mogą być straty emocjonalne, psychiczne, duchowe, społeczne, zdrowotne. Więc może nie jest Pan Panie Marcinie uzależniony, tak jak Pan o sobie myśli, ale myślę że Hazardzista założył blog ku przestrodze. Może warto jest zastanowić się nad swoim graniem, tak uczciwie i zobaczyć czy nie ma czym się martwić.

    1. Ja mam tak samo jak Marcin. Z tym, że jeśli mam np wolną 5 lub dyszkę, to wole sobie zagrać kupon niż kupić 2 piwa 🙂 mam 22 lata i obstawiam mecze od 5 lat.

  5. Ci, którzy próbują kwestionować te wpisy tak naprawdę albo nie są uzależnieni, albo są i prtóbują dalej sobie wmówić, że na bukmacherce można byc do przodu, gówno. Nieprawda, ile wygrasz tyle oddasz.
    To jest rak najgorsszy z mozliwych. Jak piszesz ze grasz za 20 zł to z całym szacunkiem ale gościu nie wiesz o czym piszesz

  6. Przeczytalem komentarze i smiac mi sie chce. Prawda jest taka, ze na plus z grania jest ok 2% graczy w dluzszym czasie. Wiec 98% traci i to jest statystyka kont podawanych przez czolowe firmy (takie dane byly w 2014/2015 roku, mysle, ze sie nie zmienily). Ale przeciez wstyd sie przyznac, ze sie przegrywa, wiec ludzie sie chwala wygranymi. Ile to razy slyszalem od kogos, ze regularnie zarabia co miesiac kase u buka, to pytam „po cholere pracujesz, zwieksz stawke i czas z etatu poswiec na granie” i dziwne nikt tego nie robi. Pamietajcie, ze w tych 2% wygrywajacych sa pilkarze, ktorzy mecz ustawiaja, sedziowie grajacy ilosc danych kartek, tenisisci stawiajacy swoje porazki… znaczy ich oficjalnie nie ma, sa ich slupy/rodziny/znajomi, wiec mozna przyjac, ze na plus jest 1%. Weszla ustawa hazarsowa i slyszalem smieszne „bet365 wychodzi, to ja sie przeprowadzam za granice grac” – no i po roku patrze na forach te osoby – nikt sie nie wyprowadzil. Wiec ludzie nie dowartosciowujcie sie wmawianiem, ze jestescie na plus jak narzekacie, ze paliwo znowu o 8gr drozeje.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *