Gra na kręskę. Długi i pierwsze myśli o śmierci
Pochodzę z małej miejscowości. Jest w niej jeden punkt bukmacherski, w którym dziadki spędzają na analizie całe dnie, by puścić kilka kuponów za 2-3 złote. Mieszkając w internacie w rodzinnym mieście bywałem tylko w weekendy, ale to wystarczało bym był w nim traktowany jak młody bóg. Grałem w końcu za trzycyfrowe, a czasem nawet czterocyfrowe…
