Wysokie wzniesienia, strome spadki, gwałtowne zakręty i całe mnóstwo emocji. Tak jednym zdaniem można podsumować kilkanaście ostatnich dni mojego życia. Wszystko za sprawą treningów interpersonalnych i intrapersolanych, które odbyłem w ramach szkolenia dla terapeutów uzależnień, a także w związku z moim ślubem i weselem.

Od 16 do 20 czerwca trening interpersonalny. Później wyjazd do Kołobrzegu, ostatnie przygotowania i 25 czerwca wszedłem w związek małżeński z Anią. O początku nowego etapu życia napiszę kiedy indziej, bo ledwo go rozpocząłem i za chwilę znów wróciłem na szkolenie dla terapeutów uzależnień. Od 30 czerwca do 4 lipca miałem trening intrapersolany. I nie chodzi tu ani o napięty grafik, ani o udział w jakiś tam szkoleniu, a o to że były to wspomniane wyżej treningi oraz o to, co się na nich działo.

Trening interpersonalny służy lepszemu poznaniu siebie i innych oraz poprawie stosunków międzyludzkich. Jego efektem ma być doskonalenie umiejętności słuchania innych oraz efektywniejsze przekazywanie swoich rzeczywistych intencji w kontaktach z innymi. Trening intrapersonalny to kontynuacja poprzedniego treningu oparta o rozwijanie zdolności rozumienia własnych stanów wewnętrznych. Wgląd we własne procesy psychiczne i umiejętność ich modelowania – jako wsparcie we własnym rozwoju osobistym oraz w kontaktach z innymi, podczas pomocy lub wspomagania ich rozwoju. – To zlepek definicji, który utworzyłem, by wprowadzić was w tamten klimat. Dodam, że wszystko to dzieje się w kilkunastoosobowych grupach złożonych z kobiet i mężczyzn w różnym wieku. Zajęcia odbywają się od rana do wieczora z krótkimi przerwami na kawę lub nieco dłuższymi na jedzenie. Przez cały ten czas wszyscy przebywamy w jednym ośrodku, więc praktycznie jesteśmy ze sobą 24 h na dobę. Jeden trening trwa 5 dni. Potem było 10 dni przerwy i kolejne 5 dni treningu.

Napisać, że było grubo, to nic nie napisać. Poziom emocji, gigantyczny wysiłek intelektualny i tysiące procesów myślowych sprawiły, że nie dało się przejść przez te treningi obojętnie. Nie chciałbym nawet próbować tego robić. Oczywiście, nie mogę Wam napisać, co konkretnie działo się na tych treningach, bo przecież nie będę Wam relacjonować naszych rozmów. Nie ma to jednak znaczenia. Istotniejsze jest to co te rozmowy nam wszystkim robiły, czyli jak wpływały na nasze samopoczucie, myśli, emocje… A emocji szczególnie mi nie brakowało zwłaszcza, że między jednym, a drugim treningiem miałem ślub i wesele.

Oba te treningi były bardzo wyczerpujące. I choć kończąc je czułem się zmęczony jak koń po westernie, jeszcze bardziej czułem się zadowolony. Genialne doświadczenia, ciężka, ale satysfakcjonująca praca, a wszystko to w gronie inspirujących ludzi. Gdy ich poznałem wszyscy byli mi obcy. Później się poznaliśmy, mniej lub bardziej polubiliśmy, a wszyscy się wzajemnie wspieraliśmy. I choć gdy kończył się drugi trening wielu z nich miałem dość, już następnego dnia zacząłem tęsknić 😉

Za chwilę ruszam na urlop, by trochę naładować baterie. Wrócę, gdy uporządkuję w głowie wszystkie moje nowe pomysły 😀 Bądźcie zdrowi i uważajcie na siebie, elo!

Zobacz także: 
W procesie potwierdzania kwalifikacji
W ośrodku SOT Stare Juchy

Udostępnij lub wyślij:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.