Co ma w głowie partnerka hazardzisty

Z zewnątrz to często wygląda normalnie. Rozmowy, plany, czasem nawet wspólny śmiech. Ktoś patrzy i myśli: zwyczajna para. Tylko że to „zwyczajnie” kończy się tam, gdzie zaczyna się Twoja głowa. Tam rzadko jest spokojnie. To życie w napięciu, którego nie da się opisać. To nie jest tylko bycie z kimś, kto ma problem. To bycie z kimś, komu raz po raz przestajesz wierzyć i jednocześnie nie potrafisz przestać kochać…

W środku jest napięcie, które trudno komuś wytłumaczyć. Nie ma jednego powodu, jednego zdarzenia. To raczej coś, co się zbierało. Małymi krokami. Jedna sytuacja, potem kolejna, potem jeszcze jedna, aż w pewnym momencie orientujesz się, że już nie reagujesz tak jak kiedyś. Że coś się w Tobie przesunęło. Zaczynasz analizować rzeczy, które kiedyś były oczywiste. Zwykły przelew, zwykłe wyjście, zwykłe „zaraz wrócę”. Łapiesz się na tym, że sprawdzasz, dopytujesz, łączysz fakty. I nawet kiedy nic nie znajdujesz, nie czujesz ulgi. Raczej zmęczenie tym, że w ogóle musisz to robić. Bo przecież tak to nie powinno wyglądać.

Najbardziej podkopuje Cię to, że spokój przestaje być wiarygodny. Były już momenty, kiedy było dobrze. Kiedy wierzyłaś, że to już za Wami. I potem wszystko wracało… Teraz nawet jeśli przez chwilę jest normalnie, coś w Tobie nie pozwala w to wejść do końca. Jakbyś stała jedną nogą w tym związku, a drugą gdzieś obok. I wraca to pytanie. Zostać czy odejść. Nie raz, nie dwa. Wraca w różnych momentach, czasem zupełnie bez zapowiedzi. Kiedy jesteś zmęczona, odpowiedź wydaje się oczywista. Kiedy patrzysz na niego i widzisz człowieka, który się pogubił, wszystko znowu się rozmywa. Bo to nie jest historia o kimś złym. To jest historia o kimś, kto rani i często sam nie do końca ogarnia, jak bardzo.

Słowo „wspierać” brzmi dobrze, dopóki nie trzeba go przełożyć na konkret. Bo co to właściwie znaczy w Twojej sytuacji. Pomóc, kiedy prosi. Kontrolować, kiedy coś się nie zgadza. Odpuścić, żeby nie było kolejnej awantury. Każda z tych opcji ma sens i każda potrafi się obrócić przeciwko Tobie. I czasem masz wrażenie, że cokolwiek zrobisz, i tak będzie źle.

Zaufanie nie znika nagle. Ono się ściera. Trochę tu, trochę tam. Jedna historia, która się nie klei. Jedno zapewnienie, które miało być ostatnie. W pewnym momencie orientujesz się, że nawet kiedy mówi coś prostego, w Twojej głowie od razu pojawia się znak zapytania. I to jest moment, który naprawdę boli. Nie kłótnia, tylko to, że przestajesz wierzyć.

Bliskość fizyczna też zaczyna znikać. Możesz go kochać, możesz chcieć, żeby było dobrze, ale jednocześnie coś w Tobie się zamyka. Dotyk nie zawsze daje spokój. Czasem wręcz przeciwnie, uruchamia napięcie, którego nie potrafisz wyłączyć. Nie dlatego, że nie ma uczuć, tylko dlatego, że nie ma bezpieczeństwa. Trudno się otworzyć, kiedy emocjonalnie jesteś w stanie ciągłej gotowości na kolejny kryzys. Miłość zostaje, ale napięcie wygrywa z intymnością.

Wracasz do przeszłości częściej, niż byś chciała. Wypominasz, przypominasz, czasem mówisz rzeczy, które już padły wiele razy. I wiesz, że to niczego nie naprawia. Jednocześnie masz poczucie, że jeśli tego nie powiesz, to jakbyś udawała, że to się nie wydarzyło. A to się wydarzyło. I dalej w Tobie siedzi.

W tym wszystkim jest też samotność, o której rzadko się mówi. Nie każdy zrozumie, co przeżywasz. Dla wielu osób to „tylko pieniądze” albo „jego słabość”. Nie widzą napięcia, niepewności, ciągłego czuwania. Więc często milczysz. Uśmiechasz się. I radzisz sobie sama, nawet jeśli w środku czujesz, że zaczyna Cię to przerastać.

Najtrudniejsze jest to, że nie ma jednego właściwego rozwiązania. Możesz zostać albo odejść i w obu przypadkach mierzyć się z wątpliwościami. Możesz wspierać albo się wycofać i w obu przypadkach zadawać sobie pytanie, czy robisz dobrze. To nie jest sytuacja, w której da się być w stu procentach pewnym.

Jeśli masz poczucie, że jesteś rozdarta, zmęczona i niepewna to nie znaczy, że coś z Tobą jest nie tak. To znaczy, że jesteś w sytuacji, która wystawia na próbę wszystko: zaufanie, bliskość, poczucie bezpieczeństwa. I że próbujesz się w tym odnaleźć najlepiej, jak potrafisz.

Nie musisz przechodzić przez to sama. Jeśli potrzebujesz uporządkować to, co się dzieje, zobaczyć gdzie są Twoje granice i co jeszcze jest do uratowania zapraszam do skorzystania z pomocy dla bliskich, którą oferuję w formie ONLINE. Skoro dotarłaś aż tutaj, to znaczy, że to jest ten czas. Zapraszam.

Szymon Bartnicki
Instruktor terapii uzależnień
Autor projektu „Postaw na siebie!”

Zobacz także:
Co siedzi w głowie hazardzisty
Jak odbudować związek?

Podobne wpisy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *