W bukmacherce, jak w sporcie, chodzi o to by wygrywać. Warto jednak wiedzieć, że faza zwycięstw, o której pisałem tutaj, to pierwsza z faz rozwoju uzależnienia od hazardu patologicznego. Kolejna to faza strat. Awansowałem do niej błyskawicznie, bo faza zwycięstw była zbyt owocna. Duże wygrane generowały chęć jeszcze większych wygranych. Rosły też stawki, więc przegrane były coraz bardziej odczuwalne. Bolały cholernie! Niejednokrotnie myślałem sobie, że wolałbym dostać solidny wpierdol, bo może wtedy bym się opamiętał. Na pewno mniej i krócej by bolało.

Obstawianie za pieniądze, które dostawałem na opłatę internatu było jedną z pierwszych oznak tego, że mam problem z hazardem. Nie chciałem jednak dopuszczać do siebie tej myśli. Zwłaszcza, że za pierwszym i drugim razem się udało. Wygrałem, spłaciłem internat i zostało mnóstwo dodatkowej gotówki. Zajebiście. Zapomniałem tylko, że każda passa kiedyś się kończy. Za trzecim razem się nie udało. Nie miałem ani za co opłacić internatu, ani za co zagrać. Powiedziałem kierowniczce, że za miesiąc ureguluję zaległość wraz z kolejną ratą. Wcześniej nie było u mnie problemów z płatnościami, więc się zgodziła. Za miesiąc mama tradycyjnie dała mi kasę na internat, ale tylko na bieżącą ratę. O zaległości nie wiedziała. Nie miałem za co jej uregulować, więc ponownie zagrałem za pieniądze, które mi dała. Wygrana miała dać mi kasę na dwie raty za internat oraz dodatkową gotówkę. Tak bardzo jej potrzebowałem, że nie brałem pod uwagę przegranej.

Wszystko szło idealnie. Drużyny, które obstawiłem szybko obejmowały prowadzenie, a niektóre schodziły na przerwę z dwubramkową zaliczką. Czułem już wygraną. Miałem tak znakomity nastrój, że koledzy podejrzewali, że jestem po piwku. Choć kupon nie był rozstrzygnięty zacząłem już planować kolejne. Został jeden mecz. Real niemal od początku spotkania prowadził u siebie 1:0 z jakimiś leszczami. Wydawało się, że kolejne gole gospodarzy są kwestią czasu, tymczasem w 70 minucie goście doprowadzili do wyrównania. Zrobiło mi się słabo. Zbladłem, a serce zaczęło mi bić tak mocno, że nie mogłem wydusić z siebie słowa. – To przypadkowy gol. Wyluzuj, jeszcze dużo czasu. Wygrają na lajcie – powiedział kolega. Trochę się uspokoiłem, ale na chwilę, bo mecz zakończył się remisem. Przegrałem. Kurwa, jeden mecz…

Serce waliło mi jakby ktoś pięściami okładał mi klatkę piersiową. Na całym ciele pojawił się pot, ręce trzęsły mi się tak mocno, że nie mogłem odpalić papierosa. Kurwa jebana mać! Co ja teraz mam zrobić?! Skąd do chuja wezmę kasę na dwie raty pierdolonego internatu?!!!

 Musisz powiedzieć matce, ona ci pomoże. Wkurwi się, ale przecież cię nie zabije – doradzał mi mój ziomuś. W domu nigdy nikt mnie nie bił, lecz myśl o tym, że miałbym powiedzieć rodzicom o czymś takim, totalnie mnie przerażała. Tego strachu nawet nie da się opisać. Strach był tak wielki, że na poczekaniu wymyśliłem wstrząsającą historyjkę dla kierowniczki internatu, która miała przekonać ją, że za kolejny miesiąc wpłacę 3 raty. Nie pamiętam dokładnie co jej powiedziałem, ale na pewno był wątek jakiejś choroby. Chciałem ją wystraszyć, by przypadkiem nie wpadła na pomysł, by zadzwonić do domu i dowiedzieć się co jest grane. Łyknęła bajerę.

Za miesiąc znów dostałem kasę od mamy, lecz znów na jedną ratę. Tym razem potrzebowałem na 3. Zagrałem. Ponownie wszystko elegancko wchodziło i został jeden mecz. Lyon. Był w takim gazie, że kasował wszystkich. Tego dnia grał z ostatnią drużyną w tabeli. To był „pewniak”. Jedyną niewiadomą miał być rozmiar zwycięstwa. Do przerwy – 0:0. 60 minuta – 0:0. 75’ – 0:0. Byłem tak posrany, że nie byłem w stanie siedzieć przy komputerze. Położyłem się na podłodze, a wynik śledził kumpel. 80 minuta – 0:0. 81. 82. 83…  Sprzedali mecz. Na bank, kurwa! Akurat dzisiaj. Zajebię się! Serce kołatało mi coraz mocniej. Ręce znów trzęsły się jak oszalałe. – Długo jeszcze?!!! – 90 minuta… Ja pierdole! Zacząłem płakać. I po chwili gol. 1:0 Lyon! Atak śmiechu. Uściskałem kolegę i zacząłem latać po pokoju jak pojebany. Nagle zabrzmiał dźwięk oznaczający kolejną bramkę… Zamarłem. – Goście wyrównali?! – 2:0!!! Internat spłacony i jeszcze 500 zł do przodu!!!!!!!! ORGAZM.

Problem internatu zniknął, pojawiła się dodatkowa kasa, wkrótce wróciłem do gry. Problemy? No przecież się rozwiązały. Problemem był sposób w jaki sobie z nimi poradziłem. Przez chwilę byłem w plecy, w dodatku grałem za nieswoją kasę. Niestety, szybko okazało się, że owe zaległości to był pikuś w porównaniu do tego, co działo się później. Z czasem znów przegrywałem nieswoje pieniądze. Tym razem dużo większe i już nie rodziców. Nie tylko ich musiałem się bać. Zacząłem się także bać o nich…

Podobał Ci tekst? Udostępnij go innym!

2 thoughts on “Faza strat. Wygrana na spłatę długów

  1. Śledzę Pana wpisy na temat hazardu i jestem pod wrażeniem, jak niepozorne zdawałoby się działania mogą doprowadzić do ogromnych strat. Jeszcze mało mówi się na ten temat w kategoriach uzależnienia, ogromnych strat, narażania siebie i bliskich, a problem z chwili na chwilę rośnie w siłę. Dziękuję, że dzieli się Pan swoim doświadczeniem, to bardziej trafia niż suche fakty teoretyków. Pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *