W serwisie NaTemat.pl pojawił się reportaż o uzależnieniu od zakładów bukmacherskich oparty o moją historię i wpisy z bloga „Postaw na siebie”. Pierwsze wygrane, myśli samobójcze, pobyt w zamkniętym ośrodku leczenia uzależnień.

(…)

Portfel był skórzany. Czarna skóra. Trochę znoszony. Wychodząc od bukmachera Szymon wkłada do niego 50 złotowe banknoty. Później te z większymi nominałami.

– Szybko przyszło przekonanie, że fajnie, ale to kwota na waciki. Wygrywałem wystarczające często, by nabrać dużej pewności siebie. Pojawiły się marzenia o większych wygranych przekraczających tysiąc złotych. Udało się. Bywały miesiące, w których 2-3 weekendy pod rząd wyciągałem takie pieniądze.

(…)

– Miałem kilka kredytów i kilkanaście pożyczek. Zaczęło brakować tych, w których mógłbym wziąć kolejne, by zagrać i wygrać na spłatę poprzednich. Terminy rat mijały. Dzwonili windykatorzy. Pożyczałem od znajomych małe sumy, tylko po to by przeżyć kolejny dzień. W pracy mam problemy z koncentracją. Palę 2-3 fajki za jednym razem. Jedna po drugiej. Popijam je najtańszym energetykiem. Kolega pożycza mi 20 zł. Palę w takim tempie, że wieczorem paczka będzie pusta, a na kolejną mi nie starczy. Złość narastała, bo szlugi to ostatnio moja jedyna przyjemność.

(…)

– Pierwsze terapie nie były łatwe. Był strach, ogromny smutek, lęk i niepokój. Pojawiała się też złość, a wielki smutek początkowo prawie wcale mnie nie opuszczał. Mimo to starałem się odnaleźć w nowej sytuacji. Pomocni w tym okazali się inni pacjenci. Spodziewałem się, że będą totalnymi patolami. Żulami zebranymi ze wszystkich dworców w Polsce. Grubo się pomyliłem, bo okazali się normalnymi ludźmi. Często bardzo fajnymi, ale tak jak ja, po przejściach. To głównie dzięki nim przetrwałem pierwsze dni w ośrodku. Skutecznie wybijali mi bowiem z głowy pomysły o ucieczce z ośrodka, sprowadzali na ziemię, gdy mówiłem, że wszystko pierdolę i się zabiję.

Całość w serwisie NaTemat.pl – TUTAJ.

Zobacz także: 
Wywiad ze mną nagrodzony
W MEDIACH

Podobał Ci tekst? Udostępnij go innym!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *