Niedawno ktoś napisał w komentarzu: „Trochę zaczęło brakować mi u Ciebie postów takich jak na początku.. tj. jak się teraz czujesz, co chcesz zmienić/zmieniasz i jak to wszystko się rozwija”. Napisał to w dobrym momencie, bo ostatnio znów zaczęło mi się grzać pod kopułą, dlatego postanowiłem się nad tych pochylić.

Komentarz pojawił się na początku minionego tygodnia i wtedy było wszystko git. Ogólnie jest git, tylko ostatnie dni…, ale o tym za chwilę. W ostatnim czasie złapałem w życiu równowagę, która pozwala mi utrzymywać dobre samopoczucie. Oparta jest ona o racjonalizowanie, czyli wynajdywanie racjonalnych argumentów dla umotywowania własnych czynów i postaw mających źródło w uczuciach i motywach, do których człowiek nie chce się przyznać przed sobą”. Lub krócej „ujmowanie czegoś w kategoriach rozumowych, a nie emocjonalnych”. To ze słownika PWN 🙂

Jak to wygląda w praktyce? Gdy moja chora głowa zaczyna wymyślać różne rzeczy, które wpływają negatywnie na moje samopoczucie zaczynam zadawać sobie pytania, które pomagają mi realnie ocenić sytuację. Najczęściej wtedy się uspokajam. Niestety, mimo ponad 2,5 roku terapii wciąż mam skłonności do demonizowania tego, co wokół mnie się dzieje.

Ale po kolei. Odkąd pamiętam porównywałem się do innych. Wynikało to z niskiego poczucia własnej wartości. W efekcie widziałem tylko tych, co mieli lepiej. Tych, co wydawało mi się, że mieli lepiej. Starałem się z nimi rywalizować przez co za wszelką cenę musiałem obnosić się ze swoimi sukcesami. Wiecie, żeby zobaczyli.

Obecnie, dzięki terapii, zyskałem większy luz. Wciąż widzę tych, którzy według mnie mają „lepiej”. Np. mają dzieci, o których marzę. Patrzę jednak na to inaczej. Jestem świadomy tego, że mając to czego nie mam ja, wcale nie muszą być szczęśliwi. A nawet jeśli są, ja sam mam mnóstwo powodów, by być szczęśliwy. Mimo tego, że nie mam czegoś, co mają oni.

Nauczyłem się cieszyć, jak to mówią, z „małych rzeczy”. Z tego, że mam dwie ręce i dwie nogi. Że mogę poruszać się samodzielnie i uprawiać sport. Z tego, że mam gdzie mieszkać i co jeść. Z tego, że mam kochającą Narzeczoną i rodzinę. Że już nie gram i nie muszę kłamać osób, które kocham… Ktoś kto nazwał to „małymi rzeczami” musiał być hazardzistą lub mieć inne zaburzenie psychiczne.

Serio! Bo czy coś z tego, co wymieniłem oddalibyście za wymarzoną pracę? Wymarzone wakacje? Zajebisty samochód? Jakiekolwiek pieniądze? No właśnie. Dlatego uważam, że nie jest to cieszenie się z „małych rzeczy”, a po prostu docenienie tego, co się ma.

I tego się trzymam. W utrzymywaniu równowagi i dobrego samopoczucia pomaga mi także pamięć o hazardowej przeszłości. Dziś wychodzę z założenia, że bez względu na to, co się wydarzy, poradzę sobie. Bo w przeszłości, gdy grałem, nie z takimi problemami, musiałem sobie dawać radę. Bo najgorsze mam już za sobą.

Spokój, to jest to czego w ostatnim czasie mam znacznie więcej i coś nad czym pracuję, by mieć go jeszcze więcej. Uświadomiłem sobie bowiem, że szczęście nie zależy od tego co masz i co przeżywasz, ale od sposobu w jaki o tym myślisz. Powtarzam sobie to codziennie i… działa!

Nie jest jednak tak, że jest super, ekstra. Wspomniałem na początku, że ostatnio zaczęło mi się grzać pod kopułą… Wszystko przez kilka dni urlopu, a właściwie przez to, co w tym czasie zaczęła wymyślać moja chora głowa. Pisałem o tym w niedzielę na Facebooku. Chodzi o weekend na Mazurach z Narzeczoną i znajomymi.

Było bardzo miło. Niestety, znów przekonałem się, że nie umiem do końca odpoczywać. Chodzi o to, że pozbawiona poczucia codziennego działania chora głowa szukała „dziury w całym” próbując dostarczyć powodów do zmartwień. Mam na myśli martwienie się na zapas i najczęściej zupełnie bez powodów. Starałem się to ogarnąć przez racjonalne myślenie, ale nie zawsze nadążałem i gdzieś te obawy ciągle były.

Racjonalizowanie to jest to, czego mi trzeba. To dla mnie bardzo duży wysiłek, ponieważ polega to na codziennej konfrontacji z chorą głową. Wysiłek konieczny. To trochę jak z moim ćwiczeniami ramion. Codzienne treningi sprawiają, że powolutku rosnę. Racjonalizowanie sprawia, że powolutku (ale jednak!) czuję się coraz lepiej.

Podobał Ci tekst? Udostępnij go innym!

One thought on “Równowaga i poczucie działania

  1. cieszę się, że trafiłem w dobry moment 🙂 wsparcie, a raczej zainteresowanie osobą taką jak my jest potrzebne. Uświadamiam to sobie po każdym spotkaniu z terapeutką, u której mogę się całkowicie wygadać nie zważając na to, że zaraz zacznie mnie oceniać, a przede wszystkim jest to osoba u której czuje się całkowicie bezpiecznie – dlatego też polecam taki sposób leczenia i walki z nałogiem. Odnosząc się do Twojego wpisu – ja przestałem robić dalekosiężne plany i zacząłem żyć tu i teraz. To bujanie w obłokach, planowanie kim ja to nie będę w przyszłości i czego nie będę miał m.in wpędziło mnie w taki stan jak Twój. Po czasie dochodzę do wniosków, że ogromny wpływ na to wszystko miało też szalone tempo życia, chęć udowodnienia komuś swojej wartości, a przede wszystkim zwyczajna ludzka zazdrość o której piszesz. Przez długi okres nie byłem w stanie zrozumieć fenomenu ludzi, którzy dorobili się bez większego nakładu pracy bądź też w jakikolwiek inny szybki sposób (tj. bananowe dzieci również). Dziś wiem, że taki sposób na wzbogacenie się mija się po prostu z celem i zaczniesz doceniać wszystko co masz tylko i wyłącznie wtedy gdy sam na nie ciężko zapracujesz – bez drogi na skróty. Tak jak wspominasz, cieszmy się z małych rzeczy – że jesteśmy zdrowi, świeci słońce, masz pracę i tak naprawdę mimo, że nie masz wiele to masz to szczęście, że jesteś wolny od nałogu, a reszta jest tylko w Twoich rękach. Pozdro, trzymaj się 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *